19 czerwca zapowiedzieliśmy, że lecimy na Maltę. Tak też się stało, ale po kolei. Jako, że nasz lot Wizz Air na Maltę był z Gdańska musieliśmy się dostać do Trójmiasta.
Nie jesteśmy zmotoryzowani, więc dzięki znajomym mogliśmy szybko przedostać się o poranku do Włocławka, skąd na Pomorze dowiózł nas bardzo luksusowy pociąg, wręcz takie nasze polskie TGV.
Oczywiście to TGV to z wielkim przymróżeniem oka, gdyż jak widać na powyższym zdjęciu jest to po prostu stary, poczciwy pociąg typu EN-57. Jest to najdłużej produkowany pojazd szynowy na świecie. WOW! Czuliśmy się naprawdę wyjątkowo podczas tej 4 godzinnej przejażdżki, a to wszystko dzięki Przewozowym Regionalnym i InterREGIO. Koszt to 29 zł od osoby. Wysiedliśmy w Sopocie. O dziwo przed rozpoczęciem sezonu wakacyjnego było tu bardzo dużo turystów. Czas już zaczął nas naglić i udaliśmy się na lotnisko.

Lotnisko w Gdańsku bardzo przyjemne. Do odprawy oraz oddania bagażu nie było dużej kolejki.

Po przejściu przez punkt kontroli bezpieczeństwa udaliśmy się do naszej bramki. Przy okazji mogłem sprawdzić niezbędne informacje w Internecie. Lenovo Think Pad E430 jeszcze nigdy nie opuścił ważnego wyjazdu.

Ilość pasażerów przy bramce gęstniała z minuty na minutę. Oczywiście ludzie jak to ludzie – ustawili się w kolejce niemal pół godziny przed wejściem do samolotu. Nie zabrakło także słownych przepychanek, gdyż jedna z Pań widocznie nie mogła się doczekać do wejścia pięknie pomalowanego Airbusa A320 Wizz Air 😉

Boarding odbył się bardzo sprawnie. Wszyscy w miarę szybko zajęli swoje miejsca. Teraz pozostała tylko instrukcja bezpieczeństwa i mogliśmy startować.

Po starcie samolot zakręcił na południe, a dzięki pięknej pogodzie mogliśmy podziwiać ładne widoki podczas lotu.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Podczas naszego lotu nie mogło oczywiście zabraknąć serwisu pokładowego, który był przeprowadzany bardzo sprawnie, a miłe Panie stewardessy z uśmiechem na twarzy obsługiwały pasażerów. Jako, że nie byliśmy głodni, zdecydowaliśmy się tylko na kawę i herbatę.

Tuż przed lądowaniem naszym oczom ukazało się wybrzeże Malty.

Piloci bardzo gładko posadzili maszynę na pasie startowym. Teraz już tylko pozostało nam kołowanie do terminalu i mogliśmy wysiadać! Hura! Dotarliśmy na miejsce! Tuż przed wyjściem z samolotu udało się nam wejść do kokpitu i choć przez chwilę poczuć się jak piloci.

Po wyjściu samolotu na pieszo udaliśmy się do terminalu.

Po wejściu do środka czekała na nas ogromna niespodzianka! Był to inauguracyjny lot z Gdańska i z tej właśnie okazji władze lotniska przygotowały pasażerom komitet powitalny. Były śpiewy, muzyka na żywo, goździki w barwach Wizz Air, babka piaskowa oraz tort czekoladowy, który przeciął sam pilot wraz z stewardessą.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Zaabsorbowani pięknym powitaniem zapomnięliśmy o naszym bagażu rejestrowanym, który w samotności przez ok. 20 minut kursował sobie po taśmie bagażowej 🙂

Pozostało jedynie dostać się do naszego hotelu w miejscowości Bugibba. Przejazd zaplanowaliśmy autobusami komunikacji publicznej. W punkcie sprzedaży biletów nie było nikogo, lecz przed wyjściem stał biletomat. Na nasze nieszczęście okazało się, że automat tymczasowo nie przyjmuje kart kredytowych oraz banknotów o nominałach 50 EUR, a do odjazdu autobusu X3 zostało tylko 10 minut. Musiałem szybko rozmienić pieniądze. Ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu udało mi się to bez najmniejszego problemu w pierwszym punkcie handlowym, do którego wbiegłem. Bilety tygodniowe kupione! Cena to 6,50 EUR od osoby. Przystanek autobusowy znajduje się tuż przed wyjściem z budynku lotniska.

W autobusie panowała iście imprezowa atmosfera, za sprawą zdecydowanej większości rodaków, którzy tak samo jak my nie mieli bladego pojęcia jak odnaleźć swój przystanek, na którym należy wysiąść.

Orientację w terenie skutecznie utrudniał nam fakt, że w autobusie nie wyświetlały się nazwy kolejnych przystanków, a kierowca zatrzymywał się tylko na żadanie. Tu z pomocą mogły przyjść tylko mapy offline googla, które mieliśmy ściągnięte na smartphonie. Po ok. godzinie i 10 minutach zaczęliśmy zbliżać się do celu. Do hotelu dotarliśmy cali i zdrowi oraz trochę zmęczeni maratonem podróży różnymi środkami lokomocji.
(Paweł Jakubowski)
5 komentarzy