Niedzielny Brunch w The Westin Warsaw: Wielki powrót po 12 latach. Terra zamiast Fusion – czy to wciąż król niedzieli?

Pamiętasz rok 2014? Ja pamiętam go doskonale. To wtedy po raz pierwszy odwiedziłem niedzielny brunch w hotelu Westin. Restauracja nazywała się Fusion, cena wynosiła „skromne” 165 zł, a ja dopiero odkrywałem, że połączenie śniadania i lunchu to najlepszy sposób na celebrowanie wolnej niedzieli. Dziś, w lutym 2026 roku, wróciłem w to samo miejsce. Adres ten sam, ale restauracja to teraz Terra.

Moja ponowna wizyta była o tyle wyjątkowa, że na brunch wybrałem się dzięki zaproszeniu, które udało mi się wylosować podczas śniadania prasowego Marriott Bonvoy. Czy po ponad dekadzie Westin wciąż potrafi mnie zaskoczyć? Sprawdziłem, co się zmieniło, a co – ku mojemu zdziwieniu – przetrwało próbę czasu.

Powrót do przyszłości: Moje porównanie 2014 vs 2026

Kiedyś w Fusion szukałem głównie smaków azjatyckich i pamiętnych perliczek. Dziś Terra stawia na koncept Eat Well i klimaty lewantyńskie, ale robi to z ogromnym szacunkiem do swojej historii.

  • Design i Kolory: Dawniej wnętrza były dla mnie nieco zbyt zachowawcze. Dzisiaj Terra to eksplozja barw. Zachwyciła mnie błękitna, rzemieślnicza ceramika, która idealnie podbija kolory potraw.
  • Cena i Standard: Z 165 PLN w 2014 roku wskoczyliśmy na 350 PLN (Classic) i 550 PLN (Champagne z szampanem G.H. Mumm). Muszę tutaj zaznaczyć, że przez te 12 lat poziom cen w Polsce zupełnie się zmienił – to, co dekadę temu było luksusem dostępnym dla nielicznych, dziś przy uwzględnieniu inflacji i wzrostu standardu warszawskiej gastronomii, staje się rynkowym standardem dla segmentu premium. Choć kwota jest nominalnie wyższa, jakość składników i bogactwo oferty, które zobaczyłem na bufecie, w mojej ocenie w pełni tę zmianę uzasadniają.

Azjatyckie dziedzictwo wciąż żyje (Mój przystanek: Live Cooking)

Obawiałem się, że nowa nazwa odetnie hotel od azjatyckich korzeni, które tak polubiłem 12 lat temu. Na szczęście nic takiego się nie stało. Sercem brunchu wciąż jest dla mnie sekcja Live Cooking. To tutaj kucharze na moich oczach przygotowali lśniący makaron ryżowy.

Zapach smażonych owoców morza i skwierczący wok to ten sam vibe, który pamiętam z mojej pierwszej wizyty. To nie jest jedzenie z bemaru – to interakcja, ogień i świeżość przygotowywana „tu i teraz”. To dowód na to, że Westin nie wyrzucił historii do kosza, ale sprytnie połączył azjatycki „ogień” z lewantyńskim „spokojem”.

Co wylądowało na moim talerzu? (Moje odkrycia)

Krążąc między stołami i przyglądając się daniom oraz ich nazwom, szybko wyłapałem kilka perełek. Od razu widać, że kuchnia w Westinie mocno skręciła w stronę segmentu premium – nie chodzi tylko o to, by się najeść, ale by odkrywać smaki, których nie spotyka się na co dzień:

  1. Kolorowy zawrót głowy: Moim hitem jest Mutabal marchewkowy – intensywnie pomarańczowa pasta z pieczonej marchewki z czarnuszką. Tuż obok wypatrzyłem łososia marynowanego w burakach, który dzięki głębokiej fioletowej barwie wyglądał na talerzu jak kulinarny klejnot.
  2. Oryginalność i Tekstury: Zamiast nudnych surówek, skusiłem się na pieczonego kalafiora z kurkumą i prażonymi migdałami oraz krewetki z salsą z mango i chili. Kompozycja kolorów (żółć kurkumy, róż krewetek) sprawiła, że najpierw jadłem oczami.
  3. Sous-vide i kwiaty: Zatrzymałem się na dłużej przy polędwiczce wieprzowej sous-vide. Metoda ta gwarantuje maślaną miękkość, a dekoracja z jadalnych bratków sprawiła, że czułem się jak w najlepszej restauracji fine-dining, a nie przy bufecie.

Serwis na najwyższym poziomie

Nie mogę nie wspomnieć o obsłudze, bo to ona sprawia, że czujesz się tu naprawdę wyjątkowo. Obsługa kelnerska była po prostu wzorowa. Bardzo doceniam fakt, że personel doskonale pamiętał, co dokładnie piłem – dolewki pojawiały się w idealnym momencie, bez potrzeby dopominania się. Talerze były zabierane niemal natychmiast po zakończeniu konsumpcji, dzięki czemu na stole zawsze panował porządek. Pan na stacji live cooking był niezwykle miły, a pozytywna energia pozostałych pracowników dopełniła całości. To właśnie te ludzkie gesty i profesjonalizm budują atmosferę tego miejsca.

Deserowy raj (Bez glutenu!)

Pamiętam gofry z mojej starej recenzji, ale dzisiaj moją królową została gigantyczna beza z owocami. Jest całkowicie bezglutenowa, lekka jak chmurka i obładowana świeżym mango oraz borówkami. Do tego eklery pistacjowe z 100% sycylijskiej pistacji – ich naturalny, oliwkowy kolor to dla mnie gwarancja jakości.

Podsumowanie: Czy warto było wrócić?

Zmiana Fusion na Terrę to w mojej ocenie strzał w dziesiątkę. Hotel udowodnił, że potrafi się zmieniać, zachowując najwyższą jakość serwisu. Jeśli szukasz miejsca, gdzie azjatycki wok spotyka się z bliskowschodnim hummusem i francuskim szampanem – Westin w 2026 roku nadal dzierży koronę warszawskich brunchy. Cieszę się, że po 12 latach znów mogłem tam zasiąść do stołu sam i na spokojnie docenić tę ewolucję.

Rezerwacje:
Aby mieć pewność miejsca, warto zarezerwować stolik wcześniej:
* Telefon: +48 660 621 844
* E-mail: terra.warsaw@westin.com

Terminy kolejnych brunchy w pierwszej połowie 2026 roku:
* 1 marca 2026
* 8 marca 2026
* 5 kwietnia 2026
* 10 maja 2026
* 7 czerwca 2026

Cena: 350 PLN (Classic) / 550 PLN (Champagne z nielimitowanym szampanem G.H. Mumm) + 10% serwisu.

Pełna galeria zdjęć

(pj)

Comments

comments