Smaki, ludzie i historia – moja kolejna wizyta w Mercure Gdańsk Stare Miasto

Kolejna wizyta w Mercure Gdańsk Stare Miasto i… kolejny dowód na to, że to miejsce po prostu nie schodzi z wysokiego poziomu! Byłem tu niedawno na zaproszenie hotelu i – jak zawsze, gdy tu wracam – było po prostu świetnie. Kto mnie zna, ten wie, że cenię sobie dobre jedzenie, dbałość o detale i jeszcze lepszą atmosferę. W tym miejscu ten miks to standard wpisany w hotelowe DNA.

Kulinarny poemat i mały pro-tip dla Was!

Tutejszy bufet śniadaniowy to po prostu bardzo dobry, sprawdzony standard. Wybór na śniadaniu jest szeroki, a oprócz wszystkich rzeczy z bufetu możecie śmiało zamówić omleta czy też klasyczne jajka sadzone. Miłym urozmaiceniem dla mnie były jajka po benedyktyńsku – wariacja serwowana w nieoczywistym towarzystwie świeżych owoców. Warto jednak pamiętać, że są one były one przygotowywane na specjalne życzenie, więc przy dużych kolejkach ich zamówienie może się nie udać, ale spróbować zawsze warto. Co ciekawe, na bufecie królują m.in. oryginalne Oleje Kaszubskie (rzepakowy o smaku trufli robi świetną robotę). Na deser polecam zamówić gofra albo lody! Tak, serwują tu lody na śniadaniu!

Jeśli chodzi o obiady czy też kolacje w restauracji Winestone to mam dla Was małą przestrogę: Jak przyjdzie Wam do głowy zamówić kultową zupę rybną oraz deskę kaszubską tylko dla siebie… to szczerze odradzam. Porcje jest tak duża, że do takiego zestawu zdecydowanie trzeba zasiadać w dwie osoby. Spróbowałem także tatara, który oczywiście uradował moje kubki smakowe. Zupę z brukwi próbowałem po raz pierwszy i chętnie spróbuję jej następnym razem.

Biznes z klasą i… historia w tle

Podczas pobytu miałem okazję podejrzeć, jak wyglądają tu przerwy kawowe i catering podczas wydarzeń biznesowych. Zapomnijcie o nudnych paluszkach. Goście konferencyjni są tu karmieni po królewsku – chrupiące zapiekanki, różnego rodzaju wypieki czy też mini-burgery w kolorowych bułkach. Aż chce się tu bywać na eventach.

A na deser – coś dla ducha. Spacerując po hotelowych korytarzach, można natknąć się na zachowane, oryginalne archiwalne gazety sprzed lat. Jako osoba, która sporo fotografuje i pisze o hotelach nie mogłem przejść obok nich obojętnie. Przeglądanie dawnych nagłówków w takim miejscu dodaje pobytowi niesamowitego, nostalgicznego klimatu.

I na sam koniec… co absolutnie nie oznacza, że najmniej ważne. Zostawiłem to na finał, bo to właśnie ludzie są tu najważniejsi i to oni tworzą ten niesamowity klimat:

Ekipa Śniadaniowa – cały czas trzymacie ten sam, genialny, bardzo wysoki poziom! Gorące pozdrowienia m.in. dla Basi i Nadii – dziewczyny, dobra robota, jak zawsze.

Obiad i kolacja – podziękowania dla Claudii (mam nadzieję, że nie przekręciłem imienia), która dbała o mój stolik, oraz dla Pana Krzysztofa (Kierownika) za wszystko. I tutaj muszę wspomnieć o czymś niesamowitym… Czy wiecie, że Pan Krzysztof pracuje w tym hotelu już od… 44 lat (plus jeszcze praktyki w szkole!)? Szacunek, czapki z głów i wielkie brawa za taką lojalność i serce wkładane w pracę każdego dnia.

Wielkie dzięki i pozdrowienia również dla Daniela za ponowne zaproszenie oraz za zaproszenie na wspaniały piknik charytatywny. Czysta przyjemność móc tam z Wami być.

Dzięki wielkie całej ekipie Mercure Gdańsk Stare Miasto za kolejną udaną gościnę, pyszne powitanie w pokoju z lokalnymi akcentami i widoki z 9. piętra, które zawsze robią wrażenie. Do następnego!

P.S.

A jeśli chcecie się przenieść do tego hotelu do 2015 roku to sprawdźcie mój archiwalny artykuł!

>>> Recenzja hotelu Mercure Gdańsk Stare Miasto (2015 rok)

Pełna galeria zdjęć

(Paweł Jakubowski)

Comments

comments