Decyzja czeskiego przewoźnika RegioJet o zakończeniu operacji na polskim rynku krajowym stała się faktem. Po zaledwie kilku miesiącach od głośnego debiutu, spółka ogłosiła wycofanie się z kluczowych relacji dalekobieżnych, co wywołało natychmiastową reakcję rynkową i powrót wysokich cen biletów u narodowego przewoźnika.
Zgodnie z oficjalnym komunikatem, obsługa krajowych połączeń na trasach Kraków – Warszawa – Gdynia oraz Poznań – Warszawa zostanie zakończona z dniem 3 maja 2026 roku. Przewoźnik zadeklarował, że pasażerowie posiadający bilety na terminy późniejsze otrzymają pełny zwrot kosztów najpóźniej do 15 kwietnia 2026 roku.
Dodatkowo spółka wprowadziła system rekompensat w wysokości 100 zł dla osób dotkniętych odwołaniem kursów. Kwota ta ma stanowić formę przeprosin oraz wsparcie w pokryciu ewentualnych różnic cenowych przy zakupie biletów u konkurencji. Należy zaznaczyć, że połączenia międzynarodowe z Warszawy i Przemyśla do Pragi będą nadal obsługiwane bez zmian.
Właściciel spółki, Radim Jančura, w ostrych słowach skomentował warunki prowadzenia działalności w Polsce, wskazując na systemowe bariery i brak uczciwej konkurencji.
„Polska to piekło. Wszyscy, którzy weszli do Polski ostrzegali mnie przed tym, ale myślałem, że Polacy z radością powitają konkurencję. Obecnie bowiem kontrolowane przez państwo PKP Intercity ma monopol na dalekie podróże kolejowe, przez co bilety są bardzo drogie. Ale zaskoczyło mnie, że skala ataku PKP na nas była znacznie większa niż w Czechach 15 lat temu” – stwierdził Jančura.
Wśród głównych zarzutów przewoźnika znalazły się:
„Nie mogę dalej narażać przyszłości spółki, którą założyłem w wieku 23 lat. Wierzę, że w bardziej sprzyjających warunkach będziemy mogli ponownie świadczyć nasze usługi w Polsce” – podsumował właściciel firmy.
Ministerstwo Infrastruktury oraz eksperci rynkowi przedstawiają odmienną optykę na przyczyny porażki czeskiego podmiotu. Wiceminister Piotr Malepszak zwrócił uwagę na niewłaściwe przygotowanie biznesowe i operacyjne spółki.
„RegioJet wszedł na polski rynek przewozów komercyjnych, ale okazało się, że nie był do tego przygotowany. Przy uruchamianiu tak krótkich pociągów i w tak niskich cenach, nie był w stanie zapewnić sobie rentowności. W efekcie nie wykorzystał szansy, jaką miał w Polsce” – ocenił wiceminister.
Według resortu kluczowym błędem była zbyt mała skala połączeń (składy 3-4 wagonowe zamiast wymaganych 8-10) oraz poważne braki kadrowe, które już w grudniu doprowadziły do odwołania wielu kursów. Rzeczniczka resortu, Anna Szumańska, dodała, że polski rynek jest konkurencyjny, a działanie na nim ponad 15 operatorów potwierdza równy dostęp do infrastruktury dla wszystkich uprawnionych podmiotów.
Branżowi analitycy również krytycznie oceniają sposób zarządzania polskim projektem RegioJet. Adrian Furgalski, prezes ZDG TOR, zwrócił uwagę na fatalny start operacji:
„Prezes firmy robił i robi dużo zamieszania medialnego, obwinia wszystkich o wszystko, ale jednak fatalny falstart, jaki spółka zaliczyła w grudniu, zafundowała sobie na własne życzenie. (…) Za dużo było działania na łapu-capu”.
Paweł Rydzyński, prezes Stowarzyszenia Ekonomiki Transportu, ocenił narrację o „spisku” jako próbę maskowania własnych niedociągnięć:
„RegioJet teraz prezentuje się, po raz kolejny, jako ofiara spisku i prześladowań. (…) Wyszło żenująco, a szukanie winy wszędzie wokół, tylko nie u siebie, jest żenujące podwójnie”.
Najbardziej dotkliwym efektem wyjścia RegioJet jest natychmiastowe zakończenie „wojny cenowej”. Dane rynkowe wskazują, że ceny biletów u narodowego przewoźnika momentalnie wzrosły, co potwierdzają najnowsze analizy ofertowe.
PKP Intercity wyjaśnia, że taryfy bazowe nie uległy zmianie, a nastąpiło jedynie wyłączenie promocyjnych pul biletów, które były stosowane w okresie obecności konkurenta. Resort infrastruktury zaznacza, że działania te mieszczą się w ramach prawnych, jednak dla pasażerów oznaczają one powrót do znacznie droższych podróży.
Źródła: fly4free.pl, PAP, regiojet.pl, rynek-kolejowy.pl, bankier.pl, kolejowyportal.pl, forsal.pl
0 komentarzy