Kiedy w 2017 roku pisałem na łamach lubiepodroze.eu mój pierwszy artykuł i recenzję z pobytu w hotelu Mercure Gdynia Centrum, obiekt ten był na zupełnie innym etapie swojego hotelowego życia. W kolejnych latach również regularnie bywałem w tym hotelu, obserwując mniejsze lub większe zmiany. Jednak to, co wydarzyło się tutaj ostatnio, to całkowita rewolucja. Jeśli znaliście ten hotel z dawnych lat i odwiedzicie go dzisiaj, gwarantuję, że poczujecie się jak w zupełnie innej epoce.
Podczas mojego ostatniego, majowego pobytu – na który tym razem wybrałem się na zaproszenie hotelu – postanowiłem zrobić mały eksperyment. Celowo poprosiłem o zameldowanie w dokładnie tym samym pokoju, w którym zatrzymałem się 9 lat temu podczas mojej pierwszej zrecenzowanej tu wizyty. Chciałem na własne oczy przekonać się, jak kultowy gdyński klasyk, wybudowany w 1983 roku, poradził sobie z wejściem w XXI wiek.
Samo lobby robi świetne pierwsze wrażenie – jest niezwykle przestronne, jasne i zaaranżowane w nowoczesnym konceptualnie stylu open lobby. Wszystko jest pod ręką, w tym flagowa restauracja Winestone, a ściany zdobią wielkoformatowe zdjęcia Gdyni – tutaj większych zmian wizualnych oprócz recepcji nie widać.
Wśród nowości, których próżno było szukać podczas moich poprzednich wizyt, moją uwagę zwrócił uroczy element usytuowany tuż obok recepcji. Hotel zadbał o najmłodszych podróżnych, tworząc dedykowany mini kącik dla dzieci.
Projektanci wykazali się tu świetną kreatywnością – zamiast klasycznego plastikowego stoiska z zabawkami, dzieciaki mają do dyspozycji miniaturową makietę hotelowej gastronomii pod szyldem „mini WINESTONE”. Konstrukcja przypomina piętrową kamieniczkę z markizami i okiennicami, skąd maluchy mogą zjeżdżać na drewnianej zjeżdżalni. Znajdziemy tu stolik do rysowania, krzesełka, konika na biegunach, tablicę kredową z rysunkiem szefa kuchni oraz stół do gry w popularne „piłkarzyki”. To znakomity ukłon w stronę rodzin odwiedzających Gdynię.
Największe wrażenie robi jednak całkowicie odmieniona strefa recepcji. Główna lada zyskała piękne, zaokrąglone, modernistyczne kształty. Jej front pokrywa niesamowity wzór imitujący naturalne, pofalowane słoje drewna, które od razu kojarzą się z morskimi falami lub mapą batymetryczną. Tło dla lady tworzy monumentalna, głęboko granatowa ściana z poziomymi, geometrycznymi nacięciami skrywającymi paski LED. Tuż obok stanął elegancki, minimalistyczny „Key Box” do bezkontaktowego zwrotu kart pokojowych, a w strefie wypoczynkowej wzrok przyciągają modne, szare fotele oraz kontrastowe, czerwone i żółte pufy.
Po sprawnym zameldowaniu udałem się windą na dziewiąte piętro. Co ciekawe, nowy design i dbałość o detale towarzyszą gościom na każdym kroku, również na hotelowych korytarzach. Ściany zyskały dwukolorowe, eleganckie wykończenie – jasną górę oddzielono od stonowanego, szarego dołu za pomocą ciemnej, klasycznej listwy. Oznaczenia pięter oraz nowoczesne, kuliste kinkiety dające ciepłe światło zostały osadzone na owalnych, złotych panelach. Na korytarzach pojawiły się również bardzo wygodne, ekologiczne dystrybutory z filtrowaną wodą, z których goście mogą swobodnie korzystać podczas pobytu.
Mój wybór padł na pokój numer 912, czyli kategorię Privilege Sea View. To stąd rozpościera się ten genialny, panoramiczny widok na Zatokę Gdańską, który na szczęście pozostaje niezmienny i wciąż tak samo zachwyca. Jednak to, co zastałem po otwarciu drzwi, nie miało nic wspólnego z moimi wspomnieniami.
Wszystkie pokoje w hotelu zostały całkowicie zmienione i dostały nowe życie. Za tę spektakularną metamorfozę odpowiada paryskie biuro projektowe Numero 20. Architekci z Francji osobiście wizytowali Gdynię, by jak najlepiej zrozumieć to miasto, jego otoczenie oraz to, co nazywamy Modernizmem Gdyńskim. W efekcie stworzyli wnętrza, które są genialnym ukłonem w stronę architektury dwudziestolecia międzywojennego – pełne zaokrąglonych krańców, przestrzeni, ciemnych podcieni i jasnych płaszczyzn.
Porównanie epok: Aby najlepiej zobrazować Wam tę metamorfozę, poniżej zamieszczam archiwalne zdjęcie tego samego pokoju wykonane podczas mojej wizyty w 2017 roku. Zwróćcie uwagę na dawną fototapetę z molo, kanciaste wykończenia i brązową wykładzinę w pasy. A teraz spójrzcie na aktualny kadr – przeskok w czasie jest wprost niesamowity!
Projektanci ukryli w pokoju piękną legendę, którą podczas pobytu z łatwością można skojarzyć z nadmorskim i historycznym karakterem miasta:
Jako miły gest ze strony hotelu, w pokoju czekała na mnie zupełnie nowa wstawka VIP. Zamiast makaroników, które dostałem tu w 2017 roku, hotel przygotował rzemieślnicze soki w butelkach, dobrą czekoladę w nadmorskim opakowaniu oraz dedykowane materiały okolicznościowe z okazji wielkiego jubileuszu 100-lecia Gdyni (1926-2026). Do tego oczywiście odręcznie napisany list powitalny. Za całą tę opiekę i dbałość o detale dziękuję Patrykowi – tutejszemu GEM (Guest Experience Manager), którego przy okazji gorąco pozdrawiam!
Jeśli metamorfoza pokoju robi wrażenie, to łazienka po prostu rzuca na kolana. Tutaj także przygotowałem dla Was małe zestawienie epok.
Wystarczy spojrzeć na stare zdjęcie z 2017 roku, gdzie królowały proste, beżowe kafelki i czarny nakrapiany blat, a następnie zestawie je z obecnym stanem. To kompletnie nowy wymiar estetyki.
W nowej odsłonie postawiono na elegancję i płynność. Ściany pokryły wielkoformatowe płyty imitujące biały marmur z wyrazistym, brązowo-złotym użyleniem, które ma oddawać dynamikę morskich fal. Górne partie ścian zyskały ten sam głęboki, terakotowy odcień, który wita gości w przedpokoju.
Wprowadzono tu modne, czarne, matowe elementy – od profili dużej kabiny prysznicowej z deszczownicą, przez wieszaki, aż po armaturę. Nowa umywalka została wpuszczona w owalny blat z jasnego kamienia, osadzony na szafce z pionowymi ryflowaniami z ciemnego drewna. Nad nią zawisło duże, designerskie lustro w kształcie łuku w drewnianej ramie, doświetlone po bokach kulistymi kinkietami. Zastosowanie dużych szyb i luster nadaje całej przestrzeni niesamowitej lekkości.
Śniadania serwowane w dużej sali na parterze to wciąż jeden z najsilniejszych punktów tego hotelu, a obecna forma podania i różnorodność produktów robią świetne wrażenie. Bufet jest niezwykle bogaty i każdy znajdzie tu coś dla siebie:
Moim niezmiennym faworytem z dawnych lat pozostaje też tutejszy gęsty, słodki kajmak – mógłbym go jeść dniami i nocami np. z naleśnikami czy tradycyjnie na kromce chleba (gdyby nie był tuczący!) – idealny dodatek do porannej kawy czy herbaty.
Obsługa na sali pracowała bardzo sprawnie, dbając o bieżące uzupełnianie dań. W tym miejscu muszę wspomnieć o kimś wyjątkowym – Pani Małgosia ze śniadań to prawdziwa dusza człowiek! Jej uśmiech, życzliwość i dbałość o to, by każdy gość czuł się tu wyjątkowo, sprawiają, że poranki w tym hotelu są jeszcze lepsze. Gorąco pozdrawiam!
Zlokalizowana naprzeciwko recepcji restauracja Winestone to stały element mojej trójmiejskiej mapy kulinarnej. Pracuje tu rewelacyjny zespół ludzi z ogromną pasją i wiedzą o winach (w karcie znajdziecie niezmiennie m.in. świetne polskie pozycje z Winnicy Turnau). O ile podczas moich poprzednich pobytów standardowo zamawiałem tu esencjonalną zupę rybną oraz doskonałe pierogi, o tyle tym razem postanowiłem sprawdzić nowe, niezwykle intrygujące pozycje z karty.
Na początek na stół trafiły krewetki. Podane w kamionkowym naczyniu na czarnej łupkowej płycie, były idealnie jędrne, skąpane w wyrazistym, maślano-czosnkowym sosie z ziołami i chilli. Serwowana obok świeża, chrupiąca bagietka idealnie nadawała się do zebrania z dna tego genialnego sosu. Rewelacyjna przystawka.
Kolejną pozycją, która zachwyca nie tylko smakiem, ale i formą podania, jest tutejszy burger. Serwowany elegancko na czarnej łupkowej płycie, prezentuje się niezwykle apetycznie. W dobrze wypieczonej, puszystej maślanej bułce obficie posypanej sezamem zamknięto soczyste, świetnie doprawione mięso z dodatkiem chrupiącej, świeżej rukoli oraz wyrazistej czerwonej kapusty. Całość została przebita dwoma klasycznymi drewnianymi szpadkami, a w tle talerza serwowana jest solidna porcja rumianych, chrupiących frytek. To doskonała, nowoczesna interpretacja klasyka, która idealnie trafia w wieczorny głód.
Jasnym punktem kolacji i moim daniem głównym był jednak absolutny hit – sznycel z dzika. Rozmiar potrawy podanej na rdzawym talerzu robi potężne wrażenie. Mięso z dziczyzny było idealnie kruche, zamknięte w perfekcyjnej, chrupiącej, złocistej panierce. Na wierzchu ułożono jajko sadzone i świeżymi kiełkami, a towarzyszyły mu frytki z batatów, zasmażana kapusta oraz miseczka z lekkim sosem. To genialne, niezwykle sycące i świetnie skomponowane danie, które zdecydowanie wyróżnia się na tle klasycznych hotelowych propozycji. Z czystym sumieniem gorąco polecam!
Moja wizyta w 2026 roku pokazała mi, że Mercure Gdynia Centrum przeszedł niesamowitą drogę. Decyzja o powierzeniu renowacji paryskiemu biuru Numero 20 pozwoliła stworzyć obiekt nowoczesny, luksusowy i bezkompromisowo wprowadzający XXI wiek do tego legendarnego budynku. Co najważniejsze – zrobiono to z ogromnym szacunkiem do historii i tożsamości Gdyni.
Dla mnie powrót na zaproszenie hotelu do pokoju 912 po dziewięciu latach był fascynującą podróżą w czasie. Jeśli szukacie w Trójmieście miejsca z genialną lokalizacją, unikalną historią zapisaną w designie wnętrz, genialną i odważną kuchnią w Winestone oraz widokiem na morze, który zapiera dech w piersiach – Mercure Gdynia Centrum w swojej nowej odsłonie zachwyci Was tak samo, jak zachwycił mnie. Podziękowania dla całej ekipy za gościnność!
(Paweł Jakubowski)
0 komentarzy